„W kształtowaniu struktur ekologicznych adekwatnym biowskaźnikiem jest człowiek.”
Gernot Böhme

Filozof Gernot Böhme (autor książki pt.: ‘Filozofia i estetyka przyrody’) podkreśla, że stosunek nowoczesnego miasta do przyrody pozostaje powierzchowny. Zieleń zostaje sprowadzona do roli kompensacji braków, ale nadal to te braki właśnie stanowią o miejskości miasta. Podstawową rolę odgrywa rozróżnienie pomiędzy miastem a przyrodą, jako dwiema opozycyjnymi sferami. Owe rozbicie jedności jego zdaniem „uchodzi wciąż za osiągnięcie nowożytnej racjonalności.” To model mający bogatą tradycję, lecz prowadzący do szkodliwych dla człowieka działań. Potrzebujemy nowej, wnikliwszej refleksji:
„Poprzez miasto – na tym polega głębsza idea ekologiczna – człowiek nie stawia się ponad przyrodą, ani też nie zdobywa możliwości wyjścia poza nią: miasto jest raczej pewnym sposobem, w jaki człowiek żyje z przyrodą i w przyrodzie. Miasto jest i pozostaje przyrodą, jakkolwiek jest to przyroda przyswojona i ukształtowana przez człowieka.”
symbole nowoczesności
Przenieśmy się na chwilę do Nowego Jorku. Jego najdroższa dzielnica, Manhattan to symbol nowoczesnej cywilizacji. Znak bogactwa. Wiele społeczeństw, w tym nasze, aspiruje do pogoni za takim wzorcem. Marzy się nam w Warszawie bogate city. Znana wszystkim, najeżona wieżowcami panorama Manhattanu – skądinąd piękna – wyznacza kierunek naszym dążeniom i ambicjom.
Myślę, że właśnie te, nie poparte rzetelną analizą, ambicje są przyczyną wypowiedzi takich jak ta, która padła niedawno z ust urzędnika ratusza:
„Mamy kryzys i trzeba szukać dochodów. Na zieleni się nie zarobi. Sprzedaż gruntu w tym rejonie to poważny zastrzyk inwestycyjny do kasy miasta.”
A mowa tu o nagłośnionej przez gazetę próbie zabudowania przez dewelopera zielonych terenów na Dynasach, czyli bezpośredniego podnóża Skarpy Warszawskiej.
(…)
Ale na zieleni miasto zarabia! Dlatego może warto spojrzeć na Manhattan z lotu ptaka i uświadomić sobie, że szalenie intensywnie zabudowane wybrzeże jest zrównoważone wielkim obszarem Central Parku. Ten wielki śródmiejski zieleniec ma 341 ha powierzchni. To dla tak gęsto zaludnionego obszaru oczywiście wciąż o wiele za mało. Tak czy inaczej, nikt nie myśli o zabudowaniu go.
„Wzrastająca wartość drzew na terenach miejskich wpłynęła na uznanie ich za jeden z elementów majątku trwałego miasta.” Władze Nowego Jorku dokonały wyceny wartości ekonomicznej zieleni w mieście i wniosek był jednoznaczny:
„Wyniki badań świadczą o tym, że ludzie są skłonni także płacić za obecność drzew również wtedy, gdy rosną one poza obrębem ich działek. (…) Potwierdzają to również wysokie ceny domów czy mieszkań otaczających 400-hektarowy Central Park w Nowym Jorku. Wartość tego parku jest równa co najmniej wartości utraconych przez miasto podatków, gdyby teren ten był wykorzystany pod budownictwo.”
Jasne staje się, że za utrzymaniem zieleni w mieście przemawia także surowy rachunek ekonomiczny!

przyroda
„Szacuje się, że aby każdy człowiek mógł prawidłowo funkcjonować w warunkach miejskich, należy zapewnić mu ok. 50m2 terenów zielonych w obrębie miasta oraz 300m2 na terenach rekreacyjno-wypoczynkowych poza miastem (rekomendacje Światowej Organizacji Zdrowia). Rekomendacje Unii Europejskiej zalecają około 35m2 terenów zieleni otwartej na mieszkańca (Warszawa ma obecnie jedynie około 9m2) oraz ‚zielony pierścień’ ochronny wokół miast powyżej 25000 mieszkańców.”
Każda forma zieleni w mieście wymaga opieki, bo każde drzewo, każdy trawnik, każdy zielony dach mają znaczenie dla poprawy jakości życia. Ale polityka przestrzenna powinna w szczególności kształtować i chronić duże obszary zieleni, bo tylko one tworzą rzeczywiste ekosystemy. Np:
„Według badań prowadzonych w Warszawie, ochładzający wpływ kompleksu zieleni jest odczuwalny dopiero wtedy, gdy jego powierzchnia wynosi przynajmniej 3000m2 (Kopacz-Lembowicz i inni).” Marek Ostrowski dodaje: „Zieleń powinna stać się pełnoprawnym obywatelem i zasiedlać miasto w takim samym tempie, jak wzrost liczebności Homo sapiens i zabudowywanej przez niego przestrzeni. Ten współczynnik proporcji powinien być jednym z czynników regulujących rozwój miasta.” A ekolog Paweł Zawadzki uzupełnia, że na jednego mieszkańca miasta, aby zaspokoić jego zapotrzebowanie na tlen, przypadać powinny dwa dorosłe, zdrowe drzewa.
W Warszawie ostoją zieleni są strefa korytowa Wisły oraz obszar Skarpy Warszawskiej. Ten drugi charakteryzuje się dużą bioróżnorodnością, stanowi strefę przejściową na granicy dwóch różnych biocenoz (wysoczyzna i dolina Wisły).
„Tego typu obszar, w ekologii znany jako ekoton, umożliwia migracje fauny z zespołów leśnych (jak Kampinowski Park Narodowy, Lasy Chojnowskie) do terenów biologicznie czynnych wewnątrz miasta. Oba ciągi wyznaczają warszawski odcinek korytarza ekologicznego o międzynarodowym znaczeniu.”   Obszar skarpy to także korytarz przepływu przewietrzających miasto mas powietrza. W większości naturalna nawierzchnia pozwala utrzymywać wilgoć, ma zatem znaczenie w kwestii zwiększania zasobów wód gruntowych.
aleja Na Skarpie
Dr Ewa Kicińska przytacza przykłady działań, egzekwujących ochronę przyskarpowych obszarów leśnych, datowane na rok 1565!
„Zapis świadczy o wczesnym rozumieniu potrzeby ochrony terenów leśnych, a przynajmniej potrzeby ochrony najcenniejszych fragmentów lasu.”
Dziś, cały czas brak spójnej polityki miasta w tej kwestii. A komentarze mieszkańców pojawiające się na internetowych forach ukazują, że istnieje w warszawiakach konkretny niepokój, który dobrze obrazuje taki oto wpis:
„Autor: Gość: Skarpowicz Ciamek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl   26.08.09, 23:46
Zostawcie skarpę w spokoju. (…) Skarpa jest jaka jest i ma swój urok!
Zostawcie ją w spokoju!”
To jednak podejście błędne. Wydaje się oczywistym, że to właśnie zostawienie ‚w spokoju’ najpewniej doprowadzi do degradacji obszaru skarpy. Konieczne są zdecydowane gesty. Konieczne jest mentalne, funkcjonalne i przestrzenne wpisanie w strukturę miasta. Takie zadanie mogłaby spełnić realizacja alei Na Skarpie.
„Lansowana przed wojną koncepcja Alei Na Skarpie i pierwsze głosy dotyczące potrzeby zachowania terenów zieleni towarzyszących skarpie, mogły stać się podstawą dla podejmowania takich działań.”

Nadal mogą! Należy dążyć do utrzymania ciągłości obszarów skarpy. Nie możemy dopuścić do wyizolowania poszczególnych fragmentów i powstania autonomicznych wysp zieleni.

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej „Miasto na krawędzi – na krawędzi Miasta”, Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]