„Przestrzeń Społeczna danej zbiorowości stanowi użytkowany i kształtowany przez nią obszar, z którym wiąże ona system wiedzy, wyobrażeń, wartości i reguł zachowania, dzięki którym identyfikuje się najpełniej z tym właśnie obszarem.”
Aleksander Wallis

 

To tu, to tam słyszymy, że gdzieś powstają przestrzenie publiczne, że coś dzieje się w przestrzeni publicznej czy też, że koniecznie potrzebujemy przestrzeni publicznych. Nie jest jednak wcale jednoznaczne i oczywiste czym przestrzeń publiczna jest. I nie zawsze mamy świadomość, jaka mogłaby być.
Wiadomo, że przestrzeń publiczna to coś dobrego. Często więc spotykamy się z tym określeniem, najczęściej jednak używanym nazbyt lekkomyślnie, bezrefleksyjnie. Nie każdy rozumie te słowa tak samo. Wielu nie rozumie ich wcale.
Jedna z najlepszych jaką znam definicji owej przestrzeni brzmi tak: jest ona tam, gdzie obcy spotyka obcego. Nie wiem kto ją wymyślił, mnie nauczył jej architekt Michał Owadowicz. Co prawda, nie zawiera ona recepty na ich tworzenie, pozwala jednak ocenić te istniejące.
publicus
Słownik języka polskiego tłumaczy pojęcie ‚publiczny’ jako:
„dotyczący ogółu ludzi, służący ogółowi, przeznaczony, dostępny dla wszystkich (…) ogólny, powszechny, społeczny, nieprywatny”
Wydaje mi się, że definicja taka bardzo trafnie dotyka sedna. Zauważmy: fakt, że coś nie jest prywatne, nie oznacza, że od razu staje się publiczne. Nie każdy nie ogrodzony kawałek trawnika, którego właścicielem jest miasto, staje się automatycznie publiczny. Duża część obszarów Skarpy Wiślanej nie jest jeszcze publiczna.
Warto przełamać binarną logikę, zgodnie z którą brak zamknięcia oznacza otwarcie. Taka logika bywa logiką tłumaczenia lenistwa. Gotowość do wykonania wysiłku łączenia (udostępniania) szczególnie konieczna będzie w mieście, na temat którego Arystoteles napisał te słynne i do znudzenia powtarzane słowa o wspólnym życiu dla wspólnego dobra…
(…)
przestrzeń społeczna – umowa społeczna
Wydaje się, że koniecznym jest tworzenie rozwiązań uniwersalnych dla wszystkich. Nie schodów dla zdrowych i pochylni z boku dla chorych. Nie wejść dla normalnych i bocznych wind dla gorszych. Jedno rozwiązanie dla wszystkich, to wspólny kompromis na który godzi się dana społeczność. Przestrzeń społeczna – umowa społeczna. Bycie dopuszczonym do kompromisu daje poczucie przynależenia do wspólnoty.
Normy prawne nie są żadnym gwarantem człowieczeństwa. Bądźmy wspólnotą, która kształtuje przestrzeń naprawdę publiczną – przestrzeń tworzoną dla ogółu ludzi.

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej „Miasto na krawędzi – na krawędzi Miasta”, Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]