„Ciągłość jako taka nie zależy od geometrii. Wyznaczają ją raczej elementy wiodące”
Christian Norberg-Schulz

 

Nadawanie jednolitości / ciągłości w przestrzeni powinno być zadaniem świadomie realizowanym przez architektów. A szczególną wartością skarpy jest właśnie jej układ liniowy. Niestety, jedna nieprzemyślana decyzja może doprowadzić do zaburzenia owego kontinuum.
Dawniej nie postrzegano skarpy jako całości. Identyfikowano jej fragmenty, traktując je jak pojedyncze wzgórza, co pozostawiło po sobie ślady w nazewnictwie: Gnojna Góra (Zielona Góra), Szubiennicza Góra (Pijarskie Góry), Góra Spacerowa, Łysa Góra, Góra Polkowa (Góra Królewska), Mary-Mont, Ogród na Górze, Mon Coteau… Dziś świadomość warszawiaków niewiele się poprawiła. Wiemy, że Zamki Królewski i Ujazdowski leżą na górach, że na wzgórzu mieści się Stare i Nowe Miasto. Znamy też pojedyncze ‚górki’, jak te w Parku Łazienkowskim czy na Mokotowie. Ale mało kto świadomy jest tego, że wszystkie te wypiętrzenia to fragmenty jednej Skarpy Warszawskiej. Nie mówiąc już o tym, że Skarpa Warszawska jest częścią ciągnącej się setki kilometrów Skarpy Wiślanej.
aleja
Ciągłość koronie skarpy mogłaby symbolicznie nadać, ciągnąca się choćby naście kilometrów, aleja Na Skarpie. Byłby to bardzo czytelny, oznakowany, nazwany element struktury miasta jednoznacznie podkreślający układ liniowy skarpy.
Sama aleja także potrzebuje wydobycia jednolitości. Efektem niezrozumienia tego faktu są prawdopodobnie komentarze tych, którzy umniejszają znaczenie dyskusji nad aleją uzasadniając, że przecież są ścieżki, są przejścia. Są, ale brak im jednorodności, która spajałaby wszystkie elementy w jeden organizm, nobilitując tym samym każdą z tych części.
Każdy kawałek chodnika jest tylko kawałkiem chodnika, i tyle. Ale razem mogą stanowić aleję Na Skarpie (!) – trasę o randze ogólnomiejskiej, znaną, opisywaną w przewodnikach, odwiedzaną, piękniejącą.
Sposobów nadawania ciągłości przestrzeni architekci znają wiele. Jednym z nich jest nadanie rytmu. Stały, powtarzający się element, o wyrazistym znaczeniu, nadaje przestrzeni tożsamość. Przypomnę choćby Parc de la Villette w Paryżu i powtarzające się w nim specyficzne czerwone pawilony.
Jedną z wyjątkowo charakterystycznych cech obszaru skarpowego jest występowanie na nim polodowcowych głazów narzutowych – eratyków. To pozostałość po lądolodzie skandynawskim. Nie jest przypadkiem, że w wielu miejscach na skarpie takie głazy stoją jako pomniki przyrody. Są ich dziesiątki.
Krzysztof J. Jakubowski pisze:
„Najbardziej wyrazistym i łatwo dostrzegalnym śladem pobytu lądolodu skandynawskiego są liczne głazy narzutowe.”
sacrum
Od zawsze głazy służyły ludziom do zaznaczania swoich miejsc w przestrzeni, do wytyczania tras, oznaczania ośrodków kultu. To świadectwo odwiecznego pragnienia odnalezienia porządku w przestrzeni – sacrum. W mojej koncepcji projektowej przewiduję wykorzystanie głazów jako lokalnych dominant, znaczników w przestrzeni, detali, akcentów. Powtarzalność tego naturalnego elementu świadczyć będzie o historii, istocie, tożsamości Skarpy Warszawskiej.
Owa tożsamość istnieje, czeka tylko na wydobycie.
[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej „Miasto na krawędzi – na krawędzi Miasta”, Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]