Przez wiele lat, aż do końca II Wojny Światowej, obszar Ujazdowa był zajęty przez szpital wojskowy. To, co z niego zostało, prezentuje ilustracja. Autor w swoich wspomnieniach opisuje po kolei wszystkie obiekty składające się na szpitalny kompleks.

schemat wykonano na podstawie materiałów zamieszczonych w książce
(na czerwono zaznaczono obiekty, które przetrwały czas wojny)

Plan sytuacyjny zabudowy terenu Ujazdowa sprzed 1939 roku, pozwala dziś odtworzyć usytuowanie obiektów i ich funkcje. Wspomnienie o ludziach, którzy byli związani z poszczególnymi obiektami, da wyobrażenie o ofiarach poniesionych wśród społeczności Ujazdowa, w tych tragicznych latach zniewolenia, od września 1939 roku, poprzez okupację niemiecką i Powstanie Warszawskie.

[…]

W tym przeglądzie obiektów Ujazdowa, starałem się w miarę wiernie omówić ich funkcje, na ile pozwoliła mi pamięć, a także wiedza z nader skromnych zachowanych dokumentów o ich mieszkańcach. Można jednak i na tej podstawie odczytać dramat wielu rodzin Ujazdowa dotkniętych wojną, okupacją, Powstaniem Warszawskim. Dramat dzieci po stracie któregoś z rodziców i rodziców po stracie dzieci. Widać, jaką cenę zapłaciła społeczność Ujazdowa w czasie kampanii wrześniowej, okupacji i Powstania Warszawskiego.

Liczba ofiar wśród członków kadry oficerskiej i podoficerskiej i ich rodzin, pracowników cywilnych szpitala Ujazdowskiego jest porażająca. Taka była cena dramatu „Rzeczypospolitej Ujazdowskiej”.
Wielkość strat w ludziach, o których mówiłem, a także wychowanków Centrum Wyszkolenia Sanitarnego – ustalono na około 26%. To ofiara złożona na Ołtarzu Ojczyzny przez „Rzeczpospolitą Ujazdowską”.

O wymiarze strat materialnych Ujazdowa, niech świadczy plan sytuacyjny, obrazujący różnicę między tym co było […], a tym co pozostało w kubaturze budynków […].

Rzecz o tym, jak i gdzie dokładnie Komisja Gruzowa w 1945 roku ‚poprawiała’ rzeźbę skarpy.

Komisja Gruzowa. Jedną ze spraw najpilniejszych i najtrudniejszych od pierwszych chwil odbudowy Warszawy był wywóz i wykorzystanie zalegającego gruzu. Skala zagadnienia była olbrzymia, doświadczenie żadne i środki transportowe – minimalne. W Biurze Odbudowy Stolicy powołano więc, złożoną z wybitnych specjalistów, Komisję Gruzową działającą non stop. Posługiwała się ona między innymi opracowaniami naukowymi, wykonywanymi na jej zlecenie, nie tylko w zakresie przydatności gruzu jako materiału budowlanego czy materiału dla rolnictwa i leśnictwa, ale również jako środka umożliwiającego kształtowanie rzeźby terenu. Oto ciekawe z tej dziedziny fragmenty dokumentów roboczych: Wydział Urbanistyczny BOS z 29 maja 1945:
Wskazówki dotyczące wywózki gruzu w obecnym sezonie: […] Wydział Urbanistyczny po rozpatrzeniu komisyjnym w terenie uznał za odpowiednie następujące miejsca zsypu gruzu nieużytkowanego z rozbiórek: 1) Skarpa przy ul. Na Skarpie na południe od wylotu ul. Bartoszewicza, z przeprowadzeniem jak najśpieszniej wyburzenia (wysadzenia) budynków położonych na nieruchomościach nry 65 i 67. Domy u podnóża skarpy (od ul. Cichej i Tamki) po częściowym zasypaniu będą w górnych partiach rozebrane. 2) Skarpa na południe od wylotu ul. Dworkowej, przy czym ze względu na dojazd rozebrane być muszą ogrodzenia itp. przeszkody na sąsiednich nieruchomościach (ul. Dworkowa 1 i obok) oraz udostępniony częściowo ich teren dla robót […]. 3) Skarpa na tyłach kościoła Św. Michała (między ul. Dolną a Okolską), przy czym wypalone i zniszczone domy na sąsiadującym odcinku ul. Dolnej po częściowym zasypaniu ulegną w górnych partiach rozbiórce […]. 4) Rów na południe od sadzawki na wprost ul. Puławskiej 7 […]. Zwałka może i powinna zacząć się natychmiast […]. Śmiecie, odpadki (złom), gruz nadający się do przeróbki i cegła nie powinny być zwalone w miejscach przeznaczonych na zsyp gruzów nieużytkowych.”
I jeszcze dwa dokumenty, bardzo już szczegółowe, poświęcone temu zagadnieniu. Pierwszy z nich: Wydział Urbanistyczny BOS z 11 lipca 1945:
[…]
ad 4) Uzupełnienie zarysu skarpy odbywa się […] w czterech miejscach – przy ul. Okolskiej, Bartoszewicza, Dworkowej i Krasińskiego.
Wyznaczenie przez Wydział U [Urbanistyczny] miejsc zsypu na skarpie było kompromisem dyktowanym chęcią ułatwienia wywozu gruzu – zyskiem jest pewne urozmaicenie zarysu skarpy – ryzyko polega na prawdopodobieństwie słabego jej zazielenienia przez dłuższy okres czasu, gdyż nadzór przy tych robotach (jak w swoim czasie przy Polu Mokotowskim) nie daje gwarancji racjonalnego sortowania gruzu, co wpływać będzie na słaba jego wartość jako podglebia. Dalsze miejsca na skarpie zarówno ze względów jej zadrzewienia (które należy chronić), jak i innych nie mogą być wyznaczone.
[…]”
Oto opis planu BOS-owców zatytułowany Wytyczne urbanistycznej struktury Warszawy.
„Urbanistyczna koncepcja Warszawy oparta jest  na rozszerzonym pojęciu miasta, a mianowicie na pojęciu Warszawskiego Zespołu Miejskiego. Ten obszar otaczający właściwe miasto zawiera liczne grupy osiedli podstołecznych szczególnie silnie związanych z ośrodkiem centralnym. Te grupy osiedli zamieszkałe są przez ludzi biorących bezpośredni udział w pracy Śródmieścia Warszawy, stanowiącego właściwą stolicę kraju.
Granicę maksymalnego rozwoju miasta wyznacza odpowiednio wybrana odległość od Śródmieścia. Jest to mianowicie odległość pozwalająca przy nowoczesnych środkach komunikacji mechanicznej przedostać się w ciągu nie więcej jak trzydziestu minut z mieszkania do miejsca pracy.
Główną osią konstrukcyjną zarówno samego Śródmieścia, jak całego zespołu miejskiego stać się powinien wysoki lewy brzeg Wisły, czyli tak zwana skarpa wiślana. Jest to największa i prawie jedyna atrakcja krajobrazowa terenu Warszawy, związana przy tym mocno z wielowiekową tradycją miasta, które od czasów średniowiecznych aż do początków XIX wieku rozbudowywało się na tej właśnie skarpie, tworząc z niej swoje architektoniczne oblicze. Dopiero bezładny rozwój miasta w drugiej połowie XIX wieku i na początku XX – tak charakterystyczny dla tej epoki – zagubił zdrową i naturalną tendencję urbanistyczną. Warszawa rozlała się bezkształtnie dookoła dawnego ośrodka, Powiśle zaś zabudowało się wysokimi domami czynszowymi, zasłaniając prawie całkowicie skarpę od strony Wisły i niwecząc naturalny krajobraz. Dziś zniszczenie Warszawy pozwala naprawić błędy ostatniego stulecia i wrócić do właściwej struktury urbanistycznej miasta nadbrzeżnego. Nowe zaś potrzeby społeczne i nowe nie przeczuwane dawniej możliwości techniczne nakazują tę naturalną strukturę wielokrotnie rozbudować i wzbogacić.

Z tych założeń wychodząc, pragniemy umieścić na skarpie wiślanej grupę gmachów i zespołów architektonicznych – siedzib naczelnych społecznych instytucji stanowiących właściwy ośrodek społeczny. Łańcuch tych zespołów architektonicznych ciągnąć się będzie głównie od Starego Miasta na północy do Belwederu na południu – w oparciu o historyczny ciąg komunikacyjny Krakowskie Przedmieście – Aleje Ujazdowskie. Charakter krajobrazowy skarpy przesądza o zabudowie luźnej, mocno przerośniętej zielenią i niewysokiej, od dwu do trzech kondygnacjach monumentalnych.
Bezpośrednio na zachód od pasa przyskarpowego ciągnąć się będzie teren intensywniej zabudowany, skupiający gmachy wyższe i potężniejsze w masie, mieszczące główne urzędy państwowe z ministerstwami na czele. Teren ten przylega do arterii komunikacyjnej, która powstanie przez powiązanie ulic Mazowieckiej, Szpitalnej, Brackiej i Kruczej. Jego granicę zachodnią stanowi ulica Marszałkowska.
Dalsza część Śródmieścia – na zachód od Marszałkowskiej – stanowi obszar typowy dla wielkiego miasta nowoczesnego, gmachów biurowych rozmaitego rodzaju. Dominować tu będzie budynek biurowy przystosowany nie tyle do potrzeb ściśle określonej instytucji, ile do pomieszczenia różnych instytucji o rozmaitej wielkości i charakterze.
Te zasadnicze grupy terenów Śródmieścia o zdecydowanie różnym typie zabudowy i przeznaczenia stanowią jak gdyby trzy wielkie pasy równoległe do skarpy, a więc ciągnące się z północy na południe. Ich struktura wewnętrzna charakteryzuje się jednak głównie szeregiem osi kompozycyjnych, przebiegających z zachodu na wschód i łączących pas przyskarpowy z wnętrzem Śródmieścia.
Te osie kompozycyjne przebiegające przez zespoły placów są zarazem głównymi ciągami ruchu pieszego, zmierzającymi do najważniejszego z nich ciągnącego się wzdłuż skarpy. Powinny się one stać ośrodkami terenów o odrębnym przeznaczeniu, co przesądzi o charakterze i kolorycie lokalnym nie tylko wnętrz budynków, lecz także placów i zespołów architektonicznych. Poszczególne dziedziny życia społecznego, gospodarczego, kulturalnego powinny znajdować swe siedziby w takich właśnie pasach terenów ciągnących się – w szczególnym przypadku Warszawy – z zachodu na wschód, tak aby każdy z nich znalazł swój punkt kulminacyjny w pasie przyskarpowym.

Dwa najpotężniejsze takie pasy wschodnio-zachodnie zostały już zarysowane historycznie i czekają dziś na dalszy pełniejszy rozwój. Są nimi: Oś Saska i Oś Zamku Ujazdowskiego.

[…]

Do Śródmieścia zaliczyć należy jeszcze obszar Powiśla, które po stopniowym zlikwidowaniu wadliwej i zbędnej zabudowy stanie się wielkim naturalnym parkiem Śródmieścia, opartym o skarpę, stanowiącą tu monumentalny cokół głównych gmachów stołecznych. Pewien typ zabudowy znajdzie jednak na Powiślu zastosowanie. Będą to budynki niskie o typie monumentalnego parteru i o przeznaczeniu związanym z masowym ruchem spacerowym i z zagadnieniami artystycznymi. Oczywiście może tu być mowa jedynie o jak najrzadszym rozmieszczeniu nielicznych budynków wśród zdecydowanie zielonego terenu.

[…]”

Autor – od 5 marca 1945 do 23 maja 1950 prezydent miasta stołecznego Warszawy – w swoim pamiętniku przywołuje przedwojenne plany urbanistyczne prezydenta Starzyńskiego prezentowane na organizowanych w latach trzydziestych wystawach:

Podniesione zostało znaczenie Skarpy Warszawskiej od dalekiego Mokotowa poprzez Pałac Ujazdowski i pokazane zamierzenia przeprowadzenia alei Na Skarpie.

Powstające w czasie okupacji (1943r.) koncepcje dla śródmieścia wspomina Helena Syrkusowa. To kolejny przykład potwierdzający tezę, że myślenie o Skarpie było zwykle integralnie powiązane z myśleniem o Wiśle:

Najskrajniejsza z koncepcji przewidywała przeniesienie stołecznego ośrodka dyspozycji politycznej i kulturalnej na malowniczy i bardzo eksponowany obszar miasta: koronę skarpy wiślanej, m.in. dlatego, aby był on widoczny również z praskiego brzegu, gdzie wyobrażano sobie powstanie przeglądającego się w Wiśle stołecznego ratusza. W ten sposób Wisła stałaby się elementem łączącym, a nie dzielącym śródmieście.

Oto schemat przedstawiający układ obszarów zielonych wzdłuż Skarpy Wiślanej. Ciemny kolor wyróżnia zieleń bezpośrednio związaną z pasem skarpowym, jasna zieleń to pozostałe obszary przyrodnicze w obrębie obszaru opracowania. Schemat ukazuje wycinek skarpowego łańcuszka parków, trawników, skwerów i lasów, którymi przejść można całą Warszawę z północy na południe.

Skarpa jest oczywiście ciągłym elementem topograficznym, jednak nie w każdym miejscu przeciętny przechodzień Skarpę zauważa. Takich miejsc, gdzie jej walory są wyeksponowane jest właściwie tylko kilka (są to wnioski z moich własnych doświadczeń oraz rozmów z bliskimi, nie noszą one śladu żadnych naukowych, socjologicznych badań). Oznaczyłem je na schemacie.

„O GENIUS LOCI tego terenu decyduje połączenie parkowego charakteru i Skarpy z powiązanymi z układem miasta i krajobrazu założeniami przestrzennymi i z architekturą najwyższej rangi.”
Andrzej Kiciński
 
Podstawową wartością Skarpy Warszawskiej jest jej liniowy układ. Fakt, że skarpa ciągnie się dziesiątkami kilometrów przez całe miasto, nadaje jej unikatowy charakter. Spoglądając na zdjęcia satelitarne miasta nie dostrzeżemy samego urwiska skarpy, nie jest czytelne zróżnicowanie wysokości. Ale miejsce, gdzie skarpa przebiega, odnaleźć łatwo. Zdradza ją, biegnący południkowo, pas zieleni.
ciągłość i różnorodność
Ciąg ten nie został nigdy jednolicie zagospodarowany. Nie objęto go nigdy spójnym planem. Projektanci koncentrowali się zawsze na określonych, autonomicznych fragmentach, nie wychodząc poza nie. Tak powstawały choćby magnackie założenia ogrodowe. Także plany XX-wieczne ograniczały się do wybranych odcinków (choć o wiele szerszych). Założenie Centralnego Parku Kultury opracowane było z niespotykanym wcześniej (ani później) rozmachem, ale i ono nie miało szans objąć całej długości skarpy. Nie bez znaczenia jest fakt, że wraz z rozwojem przestrzennym miasta (ekspansją terytorialną) warszawski odcinek skarpy stale wydłużał się.
Ale czy opracowanie całościowe jest w ogóle pożądane? Wydaje się to wątpliwe. Ciągłość bowiem nie implikuje jednorodności. A obszar skarpy zawsze był, i jest do dzisiaj, łańcuchem obszarów zielonych. Każde ogniwo łańcucha jest inne, są one jednak ze sobą połączone. Zachować należy koniecznie zarówno różnorodność jak i ciągłość.
Za ciągłość całego układu odpowiada symbolicznie aleja Na Skarpie. Ale liczne obszary na nią ‚nanizane’ powinny zachować odrębność – stanowią źródło różnorodności.
Tak chyba proces kształtowania skarpy wyobrażał sobie również dr Andrzej Kiciński:
„Należy kontynuować idee prezydenta Stefana Starzyńskiego i przedwojennych planistów, wytyczać cały przebieg alei Na Skarpie i realizować ją odcinkami. Czasowa niemożność połączenia tych odcinków nie może być argumentem negującym te odcinkowe realizacje, z których każda może stanowić już dziś istotną wartość krajobrazową i spacerową.”
obszary i granice
Jednym z takich odcinków Kiciński zajął się szczegółowo. Rozwinął koncepcję stworzoną w 1916 roku przez Koło Architektów, opracowując Studium Jazdowa w Warszawie. Zaprezentował koncepcję stworzenia tam (od Muzeum Narodowego aż do Zamku Ujazdowskiego) Narodowego Parku Sztuki.
Autor zajął się zagospodarowaniem wyznaczonego obszaru, pominął jednak rozwiązanie jego granic – nie ukształtowane pozostały styki, czyli miejsca połączenia obszaru z jego zewnętrzem. Szczególnie razi brak rozwiązań na północnej i południowej granicy, bo styki te są szczególnie istotne z punktu widzenia ciągłości korony skarpy.
Miejsc przerwania ciągłości występuje na skarpie więcej.
Jakość poszczególnych odcinków oceniamy zwracając uwagę na stan urządzenia przestrzeni, atrakcyjność estetyczną i funkcjonalną, bezpieczeństwo itp… Ale na odczuwanie ciągłości zasadniczy wpływ mają rozwiązania, które napotykamy na granicach. Dlatego zaryzykować można stwierdzenie, że chcąc wydobyć skarpę jako całość (w przestrzeni, a także mentalnie) w pierwszej kolejności zająć się powinniśmy owymi granicami.
„(…) ciągłość zielonej skarpy jest zakłócona poprzez istniejące ciągi komunikacyjne takie jak Aleje Jerozolimskie, Trasa Łazienkowska.” Ta druga znalazła się w granicach opracowania Kicińskiego, który trafnie zaproponował przekrycie jej. Pomysł ten doczeka się prawdopodobnie realizacji – zakończył się właśnie konkurs architektoniczny na gmach Muzeum Historii Polski, który stanąć ma ‚okrakiem’ nad trasą.
Przecięcie Skarpy Warszawskiej z Alejami Jerozolimskimi pozostaje nierozwiązane.
[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej „Miasto na krawędzi – na krawędzi Miasta”, Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]
„Ciągłość jako taka nie zależy od geometrii. Wyznaczają ją raczej elementy wiodące”
Christian Norberg-Schulz

 

Nadawanie jednolitości / ciągłości w przestrzeni powinno być zadaniem świadomie realizowanym przez architektów. A szczególną wartością skarpy jest właśnie jej układ liniowy. Niestety, jedna nieprzemyślana decyzja może doprowadzić do zaburzenia owego kontinuum.
Dawniej nie postrzegano skarpy jako całości. Identyfikowano jej fragmenty, traktując je jak pojedyncze wzgórza, co pozostawiło po sobie ślady w nazewnictwie: Gnojna Góra (Zielona Góra), Szubiennicza Góra (Pijarskie Góry), Góra Spacerowa, Łysa Góra, Góra Polkowa (Góra Królewska), Mary-Mont, Ogród na Górze, Mon Coteau… Dziś świadomość warszawiaków niewiele się poprawiła. Wiemy, że Zamki Królewski i Ujazdowski leżą na górach, że na wzgórzu mieści się Stare i Nowe Miasto. Znamy też pojedyncze ‚górki’, jak te w Parku Łazienkowskim czy na Mokotowie. Ale mało kto świadomy jest tego, że wszystkie te wypiętrzenia to fragmenty jednej Skarpy Warszawskiej. Nie mówiąc już o tym, że Skarpa Warszawska jest częścią ciągnącej się setki kilometrów Skarpy Wiślanej.
aleja
Ciągłość koronie skarpy mogłaby symbolicznie nadać, ciągnąca się choćby naście kilometrów, aleja Na Skarpie. Byłby to bardzo czytelny, oznakowany, nazwany element struktury miasta jednoznacznie podkreślający układ liniowy skarpy.
Sama aleja także potrzebuje wydobycia jednolitości. Efektem niezrozumienia tego faktu są prawdopodobnie komentarze tych, którzy umniejszają znaczenie dyskusji nad aleją uzasadniając, że przecież są ścieżki, są przejścia. Są, ale brak im jednorodności, która spajałaby wszystkie elementy w jeden organizm, nobilitując tym samym każdą z tych części.
Każdy kawałek chodnika jest tylko kawałkiem chodnika, i tyle. Ale razem mogą stanowić aleję Na Skarpie (!) – trasę o randze ogólnomiejskiej, znaną, opisywaną w przewodnikach, odwiedzaną, piękniejącą.
Sposobów nadawania ciągłości przestrzeni architekci znają wiele. Jednym z nich jest nadanie rytmu. Stały, powtarzający się element, o wyrazistym znaczeniu, nadaje przestrzeni tożsamość. Przypomnę choćby Parc de la Villette w Paryżu i powtarzające się w nim specyficzne czerwone pawilony.
Jedną z wyjątkowo charakterystycznych cech obszaru skarpowego jest występowanie na nim polodowcowych głazów narzutowych – eratyków. To pozostałość po lądolodzie skandynawskim. Nie jest przypadkiem, że w wielu miejscach na skarpie takie głazy stoją jako pomniki przyrody. Są ich dziesiątki.
Krzysztof J. Jakubowski pisze:
„Najbardziej wyrazistym i łatwo dostrzegalnym śladem pobytu lądolodu skandynawskiego są liczne głazy narzutowe.”
sacrum
Od zawsze głazy służyły ludziom do zaznaczania swoich miejsc w przestrzeni, do wytyczania tras, oznaczania ośrodków kultu. To świadectwo odwiecznego pragnienia odnalezienia porządku w przestrzeni – sacrum. W mojej koncepcji projektowej przewiduję wykorzystanie głazów jako lokalnych dominant, znaczników w przestrzeni, detali, akcentów. Powtarzalność tego naturalnego elementu świadczyć będzie o historii, istocie, tożsamości Skarpy Warszawskiej.
Owa tożsamość istnieje, czeka tylko na wydobycie.
[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej „Miasto na krawędzi – na krawędzi Miasta”, Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009] 
„charakter drogi wynika z jej stosunku do miejsc”
Christian Norberg-Schulz

 

Jest w Warszawie aleja Na Skarpie. Ma 300 metrów długości. Zaczyna się ślepo przy terenach sejmu, na drugim końcu prze-chodzi w szlak spacerowy. Nie jest ulicą specjalnie znaną.
A jeszcze przed wojną stanowiła symbol jednej z istotnych koncepcji rozwoju miasta stołecznego. Tym samym jej realizacja była gorąco popierana przez prezydenta Stefana Starzyńskiego. Wzdłuż alei, symbolu ciągłości, powstawały wspaniałe założenia, takie jak choćby gmachy Sejmu RP, Muzeum Narodowe, budynki mieszkalne wzdłuż dzisiejszej ulicy Bartoszewicza (dawniej alei Na Skarpie) itd… Aleja wpisała się w plany miasta, o czym świadczy fakt, że w licznych konkursach architektonicznych i urbanistycznych znajdowała zwykle swoje miejsce. Na wystawie zorganizowanej w 1938 roku: ‚Warszawa wczoraj, dziś i jutro’, aż dwie makiety poświęcone były obszarowi skarpy i aleja wyraźnie się na nich rysowała.
Czy dzisiaj o niej zapomniano?
promenada
„Śródmiejski odcinek Skarpy i przyległych terenów jest dla Warszawy rejonem, gdzie zaistniała niezwykła wspólnota przyrody, historii, kultury, architektury i pejzażu, który może i powinien stać się obszarem centralnej przestrzeni publicznej.”
Koncepcja poprowadzenia na skraju górnego tarasu skarpy ciągu komunikacyjnego pochodzi ze Szkiców wstępnych planu regulacyjnego miasta stołecznego Warszawy opracowanych w 1916 roku przez Koło Architektów.
„W planie zarysowuje się także po raz pierwszy idea przeprowadzenia alei na Skarpie – jako przedłużenie Krakowskiego Przedmieścia. Aleja ta biegłaby od ul. Kopernika, obok Teatru Polskiego, górnym tarasem Skarpy, wiaduktem nad ul. Tamki przez Dynasy, wiaduktem nad ul. Wiejską i przedłużoną Myśliwiecką do projektowanego na Siekierkach parku narodowego.” W planach Tołwińskiego aleja Na Skarpie miała być trasą odciążającą komunikacyjnie Nowy Świat. Nazwana została arterią komunikacyjną, choć wyobrażenia o alei jako obwodnicy Traktu Królewskiego zweryfikował szybko rozwój motoryzacji.
W 1922 roku m.st. Warszawa uchwala plan regulacyjny, który utrwala prawnie ideę alei Na Skarpie. W kolejnych latach aleja występowała na szeregu opracować szczegółowych.
gospodarka nakazowo – rozdzielcza
Po wojnie założenie alei Na Skarpie nie pojawiało się w stołecznych planach. Dla skarpy powstały plany utworzenia Centralnego Parku Kultury, ale przedwojenne założenie promenady spacerowej szczególnie wyeksponowane nie zostało.
„Nie ma Alei na Skarpie w formie ciągłej ulicy, czy nawet promenady. Być może jest to protest wobec przedwojennych pomysłów.”
Kwestia alei nie została zapomniana całkowicie. Architekci pamiętali o niej. Nie otrzymała ona jednak poparcia politycznego, nie została wpisana w żaden prestiżowy plan rozwoju, nie uzyskała statusu założenia priorytetowego (co w warunkach gospodarki sterowanej centralnie oznaczało brak środków i warunków dla realizacji).
Tak tę sprawę wspomina architekt Zygmunt Stępiński:
„Po wojnie już w pierwszych miesiącach pracy BOS powrócono do tego problemu. (…) W dużej mierze przyczyniły się do powstania alei Na Skarpie prace społeczne oraz opracowanie, w czynie społecznym, dokumentacji przez biura projektowe. (…) Mało jednak kto wie, iż inwestycja ta jako całość nigdy nie znalazła się w planach gospodarczych. Budowa jej była zawsze uzależniona od innych wielkich inwestycji prowadzonych na jej przebiegu lub
w sąsiedztwie.”
Takim niskobudżetowym sposobem w latach siedemdziesiątych udało się zrealizować kładki piesze nad ulicami Górnośląską, Książęcą i Tamką. Co prawda, Stępiński dodaje: „Ogromną rolę odegrał też niezmiennie przez cały czas życzliwy stosunek do tej budowy Dzielnicowej Rady Narodowej Śródmieście”. Pamiętać jednak należy, że dokładnie w tym samym czasie Arseniusz Romanowicz realizował Dworzec Centralny, który przygotowywany na przyjazd Breżniewa realizowany był bez liczenia się z kosztami. Inne miała centralna władza priorytety i innym sprawom życzliwość okazywała.
Narodowy Park Sztuki i Warszawska Droga Kultury
Historia uczy nas, że tylko wtedy aleja Na Skarpie powstanie i ‚zadziała’ jako atrakcyjna przestrzeń publiczna, jeśli stanie się elementem większego założenia i programu. W XX-leciu międzywojennym stanowiła symbol dla zakrojonego na większą skalę planu: równolegle do niej powstawały znakomite gmachy publiczne. Po wojnie, jak wspomina Stępiński, niektórzy architekci pamiętali o niej, ale realizowanie w czynie społecznym pojedynczych elementów nie mogło przynieść pożądanego skutku. I nie przyniosło.
Słusznie zauważa Maciej Czeredys:      „Można ponadto wątpić, czy aleja Na Skarpie, funkcjonująca jedynie jako ciąg spacerowy, byłaby na tyle atrakcyjna, żeby warto było kształtować infrastrukturę komunikacyjną włączającą ją w strukturę miasta.” Potrzeba czegoś więcej niż ciągu spacerowego. Urbaniści wymieniają cztery warunki powstania dobrej przestrzeni publicznej:
  • atrakcyjność przestrzenna
  • atrakcyjność funkcjonalna
  • dostępność
  • bezpieczeństwo
Wnioskiem Czeredysa, płynącym z badań nad stanem istniejącym korony skarpy, jest:
„Atrakcyjność funkcjonalna powinna stanowić priorytet w kształtowaniu skarpy, ograniczony jedynie wymogiem ochrony jej fragmentów wyróżnionych ze względów przyrodniczych i geologicznych.”
Próbą odpowiedzenia na tak postawiony problem jest koncepcja dr Andrzeja Kicińskiego, który przewidział nadanie obszarowi Jazdowa spójnego charakteru – stworzenie Narodowego Parku Sztuki. Wydaje mi się, że jest to myśl słuszna. Odpowiada nie tylko na kwestie kształtowania przestrzeni publicznej. Jest realna, bo rozwija cechy, które korona skarpy już posiada – lista znaczących instytucji kultury mieszczących się na skarpie jest imponująca.
Idea Kicińskiego jest również celną odpowiedzią na pytanie: czyje jest miasto? Jest odpowiedzią na pytanie o dzisiejsze aspiracje i potrzeby.
(…)
Na podobnych założeniach opiera się projekt Warszawskiej Drogi Kultury. Jest jednak twórczym rozwinięciem idei Parku Sztuki – rozwinięciem na miarę dnia dzisiejszego.
[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej „Miasto na krawędzi – na krawędzi Miasta”, Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009] 
„W kształtowaniu struktur ekologicznych adekwatnym biowskaźnikiem jest człowiek.”
Gernot Böhme

Filozof Gernot Böhme (autor książki pt.: ‘Filozofia i estetyka przyrody’) podkreśla, że stosunek nowoczesnego miasta do przyrody pozostaje powierzchowny. Zieleń zostaje sprowadzona do roli kompensacji braków, ale nadal to te braki właśnie stanowią o miejskości miasta. Podstawową rolę odgrywa rozróżnienie pomiędzy miastem a przyrodą, jako dwiema opozycyjnymi sferami. Owe rozbicie jedności jego zdaniem „uchodzi wciąż za osiągnięcie nowożytnej racjonalności.” To model mający bogatą tradycję, lecz prowadzący do szkodliwych dla człowieka działań. Potrzebujemy nowej, wnikliwszej refleksji:
„Poprzez miasto – na tym polega głębsza idea ekologiczna – człowiek nie stawia się ponad przyrodą, ani też nie zdobywa możliwości wyjścia poza nią: miasto jest raczej pewnym sposobem, w jaki człowiek żyje z przyrodą i w przyrodzie. Miasto jest i pozostaje przyrodą, jakkolwiek jest to przyroda przyswojona i ukształtowana przez człowieka.”
symbole nowoczesności
Przenieśmy się na chwilę do Nowego Jorku. Jego najdroższa dzielnica, Manhattan to symbol nowoczesnej cywilizacji. Znak bogactwa. Wiele społeczeństw, w tym nasze, aspiruje do pogoni za takim wzorcem. Marzy się nam w Warszawie bogate city. Znana wszystkim, najeżona wieżowcami panorama Manhattanu – skądinąd piękna – wyznacza kierunek naszym dążeniom i ambicjom.
Myślę, że właśnie te, nie poparte rzetelną analizą, ambicje są przyczyną wypowiedzi takich jak ta, która padła niedawno z ust urzędnika ratusza:
„Mamy kryzys i trzeba szukać dochodów. Na zieleni się nie zarobi. Sprzedaż gruntu w tym rejonie to poważny zastrzyk inwestycyjny do kasy miasta.”
A mowa tu o nagłośnionej przez gazetę próbie zabudowania przez dewelopera zielonych terenów na Dynasach, czyli bezpośredniego podnóża Skarpy Warszawskiej.
(…)
Ale na zieleni miasto zarabia! Dlatego może warto spojrzeć na Manhattan z lotu ptaka i uświadomić sobie, że szalenie intensywnie zabudowane wybrzeże jest zrównoważone wielkim obszarem Central Parku. Ten wielki śródmiejski zieleniec ma 341 ha powierzchni. To dla tak gęsto zaludnionego obszaru oczywiście wciąż o wiele za mało. Tak czy inaczej, nikt nie myśli o zabudowaniu go.
„Wzrastająca wartość drzew na terenach miejskich wpłynęła na uznanie ich za jeden z elementów majątku trwałego miasta.” Władze Nowego Jorku dokonały wyceny wartości ekonomicznej zieleni w mieście i wniosek był jednoznaczny:
„Wyniki badań świadczą o tym, że ludzie są skłonni także płacić za obecność drzew również wtedy, gdy rosną one poza obrębem ich działek. (…) Potwierdzają to również wysokie ceny domów czy mieszkań otaczających 400-hektarowy Central Park w Nowym Jorku. Wartość tego parku jest równa co najmniej wartości utraconych przez miasto podatków, gdyby teren ten był wykorzystany pod budownictwo.”
Jasne staje się, że za utrzymaniem zieleni w mieście przemawia także surowy rachunek ekonomiczny!

przyroda
„Szacuje się, że aby każdy człowiek mógł prawidłowo funkcjonować w warunkach miejskich, należy zapewnić mu ok. 50m2 terenów zielonych w obrębie miasta oraz 300m2 na terenach rekreacyjno-wypoczynkowych poza miastem (rekomendacje Światowej Organizacji Zdrowia). Rekomendacje Unii Europejskiej zalecają około 35m2 terenów zieleni otwartej na mieszkańca (Warszawa ma obecnie jedynie około 9m2) oraz ‚zielony pierścień’ ochronny wokół miast powyżej 25000 mieszkańców.”
Każda forma zieleni w mieście wymaga opieki, bo każde drzewo, każdy trawnik, każdy zielony dach mają znaczenie dla poprawy jakości życia. Ale polityka przestrzenna powinna w szczególności kształtować i chronić duże obszary zieleni, bo tylko one tworzą rzeczywiste ekosystemy. Np:
„Według badań prowadzonych w Warszawie, ochładzający wpływ kompleksu zieleni jest odczuwalny dopiero wtedy, gdy jego powierzchnia wynosi przynajmniej 3000m2 (Kopacz-Lembowicz i inni).” Marek Ostrowski dodaje: „Zieleń powinna stać się pełnoprawnym obywatelem i zasiedlać miasto w takim samym tempie, jak wzrost liczebności Homo sapiens i zabudowywanej przez niego przestrzeni. Ten współczynnik proporcji powinien być jednym z czynników regulujących rozwój miasta.” A ekolog Paweł Zawadzki uzupełnia, że na jednego mieszkańca miasta, aby zaspokoić jego zapotrzebowanie na tlen, przypadać powinny dwa dorosłe, zdrowe drzewa.
W Warszawie ostoją zieleni są strefa korytowa Wisły oraz obszar Skarpy Warszawskiej. Ten drugi charakteryzuje się dużą bioróżnorodnością, stanowi strefę przejściową na granicy dwóch różnych biocenoz (wysoczyzna i dolina Wisły).
„Tego typu obszar, w ekologii znany jako ekoton, umożliwia migracje fauny z zespołów leśnych (jak Kampinowski Park Narodowy, Lasy Chojnowskie) do terenów biologicznie czynnych wewnątrz miasta. Oba ciągi wyznaczają warszawski odcinek korytarza ekologicznego o międzynarodowym znaczeniu.”   Obszar skarpy to także korytarz przepływu przewietrzających miasto mas powietrza. W większości naturalna nawierzchnia pozwala utrzymywać wilgoć, ma zatem znaczenie w kwestii zwiększania zasobów wód gruntowych.
aleja Na Skarpie
Dr Ewa Kicińska przytacza przykłady działań, egzekwujących ochronę przyskarpowych obszarów leśnych, datowane na rok 1565!
„Zapis świadczy o wczesnym rozumieniu potrzeby ochrony terenów leśnych, a przynajmniej potrzeby ochrony najcenniejszych fragmentów lasu.”
Dziś, cały czas brak spójnej polityki miasta w tej kwestii. A komentarze mieszkańców pojawiające się na internetowych forach ukazują, że istnieje w warszawiakach konkretny niepokój, który dobrze obrazuje taki oto wpis:
„Autor: Gość: Skarpowicz Ciamek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl   26.08.09, 23:46
Zostawcie skarpę w spokoju. (…) Skarpa jest jaka jest i ma swój urok!
Zostawcie ją w spokoju!”
To jednak podejście błędne. Wydaje się oczywistym, że to właśnie zostawienie ‚w spokoju’ najpewniej doprowadzi do degradacji obszaru skarpy. Konieczne są zdecydowane gesty. Konieczne jest mentalne, funkcjonalne i przestrzenne wpisanie w strukturę miasta. Takie zadanie mogłaby spełnić realizacja alei Na Skarpie.
„Lansowana przed wojną koncepcja Alei Na Skarpie i pierwsze głosy dotyczące potrzeby zachowania terenów zieleni towarzyszących skarpie, mogły stać się podstawą dla podejmowania takich działań.”

Nadal mogą! Należy dążyć do utrzymania ciągłości obszarów skarpy. Nie możemy dopuścić do wyizolowania poszczególnych fragmentów i powstania autonomicznych wysp zieleni.

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej „Miasto na krawędzi – na krawędzi Miasta”, Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]