Na temat Skarpy słów kilka napisała w ‚Miesięczniku Politechniki Warszawskiej’ Joanna Majewska. Artykuł nosi tytuł ‚Warszawski fenomen’ i opublikowany został w marcowym numerze w 2010 roku.
„Już wiosna. Może warto wybrać się na spacer po skarpie i odkryć ją na nowo…” kończy swój tekst autorka.
„Dolina Wisły i Skarpa są podstawowym odniesieniem dla historycznych, decydujących o tożsamości miasta, wydarzeń urbanistycznych i architektonicznych.”
Andrzej Kiciński
Dawna siedziba książąt mazowieckich – Czersk. W czasach świetności Wisła płynęła tu bezpośrednio pod wzgórzem na którym stoi zamek. Podmywała brzegi skarpy. Dziś rzeka odsunięta jest od miasta o 2 km. Od czasu powodzi, po której Wisła wyżłobiła sobie nowe koryto, znaczenie Czerska szybko spadło. Chce się powtórzyć za Markiem Ostrowskim, że przykład ten dobitnie ukazał, „że to nie urzędy i zamki, ale Wisła decyduje o randze miasta.”
Także w Warszawie Wisła płynęła bliżej skarpy, a z czasem odsunęła się. Na szczęście dla rozwoju miasta o wiele mniej niż w Czersku. 

… na Wisłę!

Faktem jest, że dziś warszawiacy chcieliby mieć Wisłę bliżej. Nie chodzi zresztą tyle o zbliżenie fizyczne co raczej mentalne.
(…)
Wizja ściślejszego połączenia miasta z rzeką towarzyszy Warszawie od dawna. „Głównymi ideami urbanistycznymi i priorytetami w kształtowaniu oblicza Warszawy okazywały się: połączenie krajobrazu naturalnego i kulturowego miasta, ‚przeniesienie’ Wisły do Warszawy, jednocześnie zaś odwrócenie metropolii ku Skarpie, Dolnemu Mokotowowi, Jeziorku Czerniakowskiemu (…)”
Obecnie (lato 2009) organizowany jest przy Wiśle festiwal Przemiany. Jego skala jest imponująca. „Nie chcemy zburzyć urody tego miejsca, ale ją wydobyć. Pokazać, że Wisła to ogromny atut Warszawy” – przekonywała Ewa Czeszejko-Sochacka, pełnomocnik pani prezydent ds. ESK 2016. Działają prężnie fundacje takie jak JaWisła.
Ale Wisła jest ciągle daleko od miasta. Dlaczego?

… na Skarpę!
Wydaje się koniecznym wyeksponowanie innego problemu i zrozumienie, że głoszenie dziś hasła: otwierać miasto na rzekę! jest niepełne. Dlatego nie działa.
Warszawa historyczna nie leży i nie leżała nigdy (w znaczeniu jakie nadaje tej kwestii Marek Ostrowski) nad rzeką. Ta historyczna część miasta, czyli dzisiejsze śródmieście, oddzielona jest od rzeki powiślem. Mało powiedzieć, że Śródmieście z Powiślem nie są połączone. Dzieli je wykształcona przez wieki bariera przestrzenna i mentalna! Na początku dziejów miasta, na skarpie ‚rozsiadła’ się władza, podczas gdy u podnóża zbierała się osadnicza biedota. Magnackie pałace oraz mieszczańskie kamienice odwrócone były do Wisły tyłem.
Potwierdza to zjawisko dr Marek Ostrowski: „(…) sama Warszawa przez większość swojego istnienia nie rozwijała się nad Wisłą, ale na wysoczyźnie, w znacznym oderwaniu od rzeki. Bliskość geograficzna nie miała znaczenia – decydowała bariera skarpy wiślanej: fizyczna i psychologiczna. (…) Powiśle, kolebka osadnictwa, stawało się w coraz większym stopniu oficyną miasta leżącego powyżej.” Dalej autor dodaje, że Powiśle utrwaliło się wyraźnie jako obszar gorszej kategorii.
rozwój zrównoważony
Sprawa rozbija się o Skarpę Wiślaną. Jest ona silną barierą dzielącą Warszawę. Przypomnijmy raz jeszcze ‚Szkic wstępny planu regulacyjnego miasta st. Warszawy’. Fakt, że tak duży nacisk położony w nim został na obszar skarpy, nie oznacza zbagatelizowania problemu rzeki. Wręcz przeciwnie. Zgodnie z wyobrażeniami Tołwińskiego, Warszawa miała stać się „lądowym miastem portowym”. Intencją Koła Architektów było właśnie zwrócenie Warszawy twarzą ku Wiśle. Rozwój obszarów przyskarpowych, wytyczenie alei Na Skarpie, wyznaczenie osi kompozycyjnych wsch-zach to były działania mające umożliwić tak pożądane odwrócenie. Nie ma i nie było tu konfliktu: czy Skarpa czy Wisła (?). Jest jeden, spójny, zrównoważony program rozwoju.
Chcemy Warszawy twarzą do Wisły? W pierwszej kolejności otwórzmy miasto na Skarpę!
[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej „Miasto na krawędzi – na krawędzi Miasta”, Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009] 

„Przestrzeń Społeczna danej zbiorowości stanowi użytkowany i kształtowany przez nią obszar, z którym wiąże ona system wiedzy, wyobrażeń, wartości i reguł zachowania, dzięki którym identyfikuje się najpełniej z tym właśnie obszarem.”
Aleksander Wallis

 

To tu, to tam słyszymy, że gdzieś powstają przestrzenie publiczne, że coś dzieje się w przestrzeni publicznej czy też, że koniecznie potrzebujemy przestrzeni publicznych. Nie jest jednak wcale jednoznaczne i oczywiste czym przestrzeń publiczna jest. I nie zawsze mamy świadomość, jaka mogłaby być.
Wiadomo, że przestrzeń publiczna to coś dobrego. Często więc spotykamy się z tym określeniem, najczęściej jednak używanym nazbyt lekkomyślnie, bezrefleksyjnie. Nie każdy rozumie te słowa tak samo. Wielu nie rozumie ich wcale.
Jedna z najlepszych jaką znam definicji owej przestrzeni brzmi tak: jest ona tam, gdzie obcy spotyka obcego. Nie wiem kto ją wymyślił, mnie nauczył jej architekt Michał Owadowicz. Co prawda, nie zawiera ona recepty na ich tworzenie, pozwala jednak ocenić te istniejące.
publicus
Słownik języka polskiego tłumaczy pojęcie ‚publiczny’ jako:
„dotyczący ogółu ludzi, służący ogółowi, przeznaczony, dostępny dla wszystkich (…) ogólny, powszechny, społeczny, nieprywatny”
Wydaje mi się, że definicja taka bardzo trafnie dotyka sedna. Zauważmy: fakt, że coś nie jest prywatne, nie oznacza, że od razu staje się publiczne. Nie każdy nie ogrodzony kawałek trawnika, którego właścicielem jest miasto, staje się automatycznie publiczny. Duża część obszarów Skarpy Wiślanej nie jest jeszcze publiczna.
Warto przełamać binarną logikę, zgodnie z którą brak zamknięcia oznacza otwarcie. Taka logika bywa logiką tłumaczenia lenistwa. Gotowość do wykonania wysiłku łączenia (udostępniania) szczególnie konieczna będzie w mieście, na temat którego Arystoteles napisał te słynne i do znudzenia powtarzane słowa o wspólnym życiu dla wspólnego dobra…
(…)
przestrzeń społeczna – umowa społeczna
Wydaje się, że koniecznym jest tworzenie rozwiązań uniwersalnych dla wszystkich. Nie schodów dla zdrowych i pochylni z boku dla chorych. Nie wejść dla normalnych i bocznych wind dla gorszych. Jedno rozwiązanie dla wszystkich, to wspólny kompromis na który godzi się dana społeczność. Przestrzeń społeczna – umowa społeczna. Bycie dopuszczonym do kompromisu daje poczucie przynależenia do wspólnoty.
Normy prawne nie są żadnym gwarantem człowieczeństwa. Bądźmy wspólnotą, która kształtuje przestrzeń naprawdę publiczną – przestrzeń tworzoną dla ogółu ludzi.

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej „Miasto na krawędzi – na krawędzi Miasta”, Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009] 

„Wspinaczka w górę wiąże się z odkupieniem. Dzieje się tak dzięki sile słowa ‚nad’ i mocy słowa ‚w górę’. Nawet ci, którzy od dawna już nie wierzą w Niebo i Piekło, nie mogą zmienić słów ‚nad’ i ‚pod’.”
Erich Kästner
„Górny taras zawsze stanowił piano nobile miasta.”
Andrzej Kiciński

 

Jaki widok rozciągał się przed oczami przybyszów, którzy tysiąc lat temu zawitali w okolice dzisiejszej Warszawy? Co tu znaleźli i co skłonić ich mogło do zakładania osad? Nie bez znaczenia jest rozważanie zdarzeń, które leżą u podstaw historii naszego miasta. Prześledzenie genezy struktury miejskiej pozwoli nam dostrzec ciekawą prawidłowość – dojrzeć wartość.

Miejsce

Geografowie tacy jak Yi-Fu Tuan pomogli nam zrozumieć, że kluczową kategorią w opisie przestrzeni i zachodzących w niej procesów jest kwestia doświadczenia ludzkiego. Pojęcia przestrzeń i miejsce określają doświadczenia właśnie. Dlaczego jakieś miejsce jest szczególne, tzn. dlaczego miejsce jest Miejscem? Dlaczego jakieś Wydarzenie akurat tu ma miejsce, a nie gdzie indziej?
„Miejsca stają się w oczywisty sposób realne dzięki rozmaitym środkom: rywalizacji i konfliktom z innymi miejscami, walorom widokowym, ewokacyjnej sile sztuki, architektury, obrzędów i rytów. Miejsca stają się w oczywisty sposób realne dzięki dramatyzacji.”
Potrzeba więc sceny dramatu – Miejsca. A gdzie na monotonnej, równinnej Nizinie Mazowieckiej tkwił potencjał dla dramatyzacji?
(…)
miasto na krawędzi
Nie wnikajmy w szczegóły powstania jednostki geograficznej, jaką jest Skarpa Wiślana. Powstało na ten temat wiele opracowań, a poza tym sprawa wciąż nie jest jednoznaczna i jasna, tym bardziej należy pozostawić ją specjalistom. Wystarczy tyle:
„Równinny krajobraz  rejonu Warszawy powstał w obecnej formie po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia. Górującą nad okolicą płaską równinę wysoczyzny, której stoki spadają nieznacznie ku wschodowi i północy (…), podcinały od wschodu wody również ukształtowanej już Wisły.”
Warszawa leży na obszarze Niziny Mazowieckiej, czyli rozległego, płaskiego i krajobrazowo raczej monotonnego terenu. Jedynym miejscem zaburzenia jej charakteru jest liniowe przełamanie: Nizina przecięta jest blisko 20-metrowym urwiskiem,  rozdzielona na dwie podstawowe jednostki morfologiczne:
  • Równinę Warszawską – wysoczyznę morenową
  • Dolinę Wisły
Mamy zatem dwa liniowe elementy krystalizujące przestrzeń. Wszędzie tam, gdzie łuk linii skarpy stykał się z korytem rzeki, powstawały szczególne warunki przestrzenne – Miejsca. I w tych Miejscach, na całej długości Wisły, powstawały osady, później miasta.
Nie powinien wprawiać nas w zdumienie fakt, że to szczególne miejsce, jakim była i jest korona skarpy, stanowiło scenę dla Wydarzenia jakim jest miasto.

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej „Miasto na krawędzi – na krawędzi Miasta”, Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]

Rozmowa o Skarpie z redaktorem Błażejem Prośniewskim w Radio Kampus 97,1 fm

Praca „miasto na krawędzi – na krawędzi miasta” znalazła się na wystawie najciekawszych dyplomów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej roku 2009.
„Gra atutami jest bardziej zgodna z naturą graczy – grać, aby wygrać – niż przemyślanym zabiegiem kompozycyjnym. (…) Gdy poznajemy rozdanie i licytujemy, co można zagrać, to przede wszystkim odszukujemy w sieci ulic i placów esplanady nadwodne i wyżynne. One są ciągami atutów.”
Czesław Bielecki
Czy metody projektowe, którymi przez lata posługiwali się urbaniści, mogą być jeszcze dzisiaj efektywne? Czy mieszkańcy mogą liczyć na to, że zawsze znajdzie się ktoś, kto za nich pomyśli? Rzecz o tym, że partycypacja społeczna jest elementem funkcjonowania społeczeństwa otwartego i w tym sensie jest dzisiaj koniecznością.
gra w miasto
Nie my pierwsi stawiamy takie pytania. Już starożytni grecy szukali na nie odpowiedzi. A ta była dla nich raczej oczywista: współtworzenie wspólnoty uważali bowiem za najlepszą formę życia – we wspólnocie ludzie działają wspólnie dla wspólnego dobra. Arystoteles za najprzedniejszą ze wspólnot uważał polis, czyli miasto. Uczestnictwo w kształtowaniu miasta miało być nauką oraz drogą do doskonałości dla każdego obywatela. Tę aktywną społecznie postawę filozof próbował uchwycić, definiując człowieka jako zoon politikon – zwierzę polityczne.
Co więc z tymi, którzy angażować się nie chcieli? Wszystkich stojących ‚z boku’ nazywano idiotes, czyli po prostu idiotami. Idioci to ci, których nie interesował wspólny interes. To ci, których nie interesowało dobro miasta. Wraz z takim właśnie zarzutem Sokratesowi podano kielich cykuty…
Czegoś powinien nas przykład Aten nauczyć. Chętnie deklarujemy nasze kulturowe pokrewieństwo z demokracją ateńską – chcemy demokracji – zapominamy jednak, że jej warunkiem jest ciągła aktywność obywateli. Demokracja nie jest dla idiotów. I nie dla idiotów jest miasto.
Tam gdzie mowa o wspólnocie i zaangażowaniu, o jakimś zbiorze jednostek działających wspólnie, stykamy się z zagadnieniem konfliktu: konfliktu interesów pomiędzy tymi jednostkami. Pora odrzucić utopie próbujące jasno wyznaczyć jakiś jeden wspólny cel czy interes publiczny. Nie ma takiego, a w każdym razie tu na ziemi nie jest możliwe wyartykułowanie go (co innego w Niebie). Przyjmijmy więc istnienie konfliktu jako niezbywalnej cechy współżycia ludzi, a także kształtowania miasta. Wymaga tego od nas praktyczna potrzeba.
Taka postawa skłania nas do opisu miasta za pomocą modelu Gry. Każda gra ma swoje zasady (co nie znaczy, że nie bywają one łamane) i swoich graczy (choć gracz graczowi nierówny). Zarówno gracze jak i zasady są historyczne, tzn. zmienne w czasie. A w grze, jak to w grach bywa, każdemu graczowi o to chodzi, żeby wygrać raczej niż przegrać.
(…)
skarpa
Graczem liczącym się nie będę ja, nie będziesz Ty. Ale znaczącą rolę odegrać może grupa, wspólnota. Wielka może być siła inicjatywy obywatelskiej. Grupę trzeba jednak zgromadzić, grupie przyświecać musi wspólny cel. Dlatego jestem przekonany, że warunkiem podstawowym skutecznego działania na rzecz jakiejś wartości, także przestrzennej, jest przede wszystkim zakorzenienie jej w świadomości ludzi!
Antropolog Elżbieta Rybicka zwraca uwagę na fakt, jak silny wpływ na nasze poznawanie, postrzeganie miejsc i zdarzeń mają pre-teksty (tkwiące w nas wyobrażenia, najczęściej mityczne i stereotypowe, „społeczne klisze widzenia, konwencje poznawcze (…) powielane w komunikacji społecznej”. Jako obrazowy przykład podaje wspomnienia subiekta Ignacego Rzeckiego. Czyż ze Skarpą nie jest podobnie? Trudno będzie o koronę skarpy dbać dopóty, dopóki warszawiacy nie docenią jej wartości. Dzisiaj olbrzymia większość w ogóle nie wie o czym mowa. A Gra w Miasto toczy się.
(…)
[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej „Miasto na krawędzi – na krawędzi Miasta”, Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]
Nazwa Warszawska Droga Kultury po raz pierwszy padła przy okazji przygotowywania pracy konkursowej. Przygotowałem wtedy pudełko pełne materiałów, które miały z jak najlepszej strony zaprezentować ideę. Wtedy nie poznano się na niej, teraz coraz lepiej dostrzegamy jej potencjał.

Oto chwila wygłoszenia koreferatu przez dr Tomasza Kazimierskiego.
Ja słucham (fot. Karolina Skalik)
Wieczorem odbyła się publiczna obrona dyplomu. Dziękuję wszystkim za przybycie.
Szczególnie dziękuję gościom specjalnym. Przybyli prof. Krzysztof Jakubowski (wieloletni dyrektor Muzeum Ziemi PAN), dr Marek Ostrowski (wybitny Varsavianista), Michał Wojtczuk (redaktor Gazety Stołecznej) oraz Marta Trakul (z Urzędu Miasta).

W zrelacjonowaniu obrony ubiegła mnie już gazeta stołeczna, do niej odsyłam.